![]()
|
|
|
Moja
droga do Gizycka byla dluga i meczaca. Najpierw lot z Toronto do Warszawy,
potem podróz do Swinoujścia na Regaty Gryfa Pomorskiego i dopiero stamtad po tygodniu "orania" Baltyku, kompletnie
wyczerpany, dotarlem do Gizycka.
Trafilem tam na zaproszenie Jurka Porebskiego i Andrzeja Koryckiego,
którzy uznali, ze juz czas najwyzszy abym
zaprezentowal swoja twórczosc na jakims powaznym festiwalu w Polsce.
Wielka to dla mnie sprawa, tym bardziej, ze tak wiele dobrego slyszalem o
festiwalach szantowych w Polsce, które ponoc nie maja sobie równych w swiecie.
Wielkie slowa podziwu naleza sie organizatorom festiwalu, którym jest Gizyckie Centrum Kultury. To, w jaki sposób potrafili zapanowac nad tak gigantycznym przedsiewzieciem zostanie ich wielka tajemnica... Oprócz wspomnianej Kasi i Arka zagrali ze mnąa Andrzej Korycki, Michal Panczyszyn, Ryszard Muzaj, a w chórkach dzielnie pomagal sam Jurek Porebski. Wymieniona kolekcja artystów to oczywiscie legendarne "Stare Dzwony", tyle ze bez Marka Siurawskiego, który tego akurat dnia byl "zapowiadaczem" i prowadzil koncert. Mozliwosc wystapienia na jednej scenie z cala polska czolówka szantowa, to przeciez nie lada gratka nawet dla stalych bywalców podobnych imprez w Polsce, a co dopiero dla kogos, kto nie byl w kraju blisko pietnascie lat... Nigdy nie zapomne jak kilka tysiecy gardel śpiewalo ze mna "Porabane szczescie", piosenke ktorej przeciez nikt wczesniej nie znal (napisalem ja tuz przed festiwalem). Byla to fantastyczna publicznosc i najlepszy juror festiwalu - nie ujmujac oczywiscie nic tym, którzy z racji swojej fachowosci oceniali nas jako oficjalne jury... Najtrudniejszy, ale i zarazem najprzyjemniejszy "egzamin" jaki przyszlo mi zdac, mial miejsce w przyjemnym hoteliku "Zamek", gdzie po jednym z nocnych koncertow poproszono mnie o prywatny reczital dla samych "Starych Dzwonów" i licznego grona ich przyjaciól. Teraz wiem, ze takie klimaty mozna znalezc tylko w Polsce, ale czemu akurat w Polsce? Co powoduje, ze piosenka zeglarska ma takie powodzenie w kraju nad Wisla? A moze to poziom polskich zespolów i wykonawców ma cos z tym wspolnego...? hmm... cos w tym jest, bo takich kapel jak te, które slyszalem w czasie koncertów nie znajdziesz chyba nigdzie indziej na swiecie. Bardzo wysoko cenie sobie wyróznienie i nagrode festiwalu, ktora otrzymalem z rak wieloletniego prezesa PZZ Pana Stanislawa Tolwińskiego. Byl to lot czteroosobowa "Wilga" nad moimi rodzinnymi Mazurami, ktorych nie widzialem przeciez tyle lat... Wierze, ze nie byla to moja ostatnia wizyta w Gizycku; a kto wie, moze trafie jeszcze na inne festiwale w Polsce. Póki co, zapraszam do zagladania na internetowe witryny naszych klubów i festiwali szantowych po tej stronie Atlantyku. Byc moze "Zimowe Szantowanie" w Hamilton, "Knaga" w Toronto, czy tez "Shanties - Chicago" okaza sie tak atrakcyjne, ze moze kiedys i Wy do nas przyjedziecie, czego Wam i sobie zyczy Krzysztof
Malinowski Polecam strone: http://www.shanties-chicago.com Od webmastera: A ja polecam jeszcze strone: http://szanty.art.pl |
|
|
Autorami zaprezentowanych tu zdjec jest m.in. klan Malinowskich czyli Iwona, Krzysztof i Kasia. Zagadka jest kto zrobil zdjecie Arkowi i Wildze. (Niech sie nie boi... niech sie przyzna...) Powrot do "Szantowe Klimaty" |