Moja droga do Gizycka byla dluga i meczaca. Najpierw lot z Toronto do Warszawy, potem podróz do Swinoujścia na Regaty Gryfa Pomorskiego i dopiero  stamtad po tygodniu "orania" Baltyku, kompletnie wyczerpany,  dotarlem do Gizycka.  Trafilem tam na zaproszenie Jurka Porebskiego i Andrzeja Koryckiego, którzy uznali,  ze juz czas najwyzszy abym  zaprezentowal swoja twórczosc na jakims powaznym festiwalu w Polsce. Wielka to dla mnie sprawa, tym bardziej, ze tak wiele dobrego slyszalem o festiwalach szantowych w Polsce, które ponoc nie maja sobie równych w swiecie.
No i nie zawiodlem sie.  To co zobaczylismy  (dojechala jeszcze do mnie Kasia Malinowska i Arek Wlizlo ) przeszlo nasze najsmielsze wyobrazenia... Przez tydzien Gizycko tetnilo festiwalowym pulsem.  Pomyslano nawet o tych, którzy chcieli poprawic swój warsztat estradowy i dla nich prowadzone byly warsztaty marynistyczne pod okiem Andrzeja Koryckiego i Marka Siurawskiego. Tlumy ludzi ogladalo przedpoludniowe koncerty na plazy miejskiej a ostatnie trzy dni festiwalu w twierdzy Boyen to juz bylo czyste szalenstwo... Skad sie tam  wzielo tyle norodu, tego nie umiem wytlumaczyc.  Wedlug oficjalnych danych, festiwal ten oglada ponad dwadziescia tysiecy ludzi. Nie liczylem, ale  chyba sie zgadza... zreszta, kto by to policzyl? 

Wielkie slowa podziwu naleza sie organizatorom festiwalu, którym jest  Gizyckie Centrum Kultury. To, w jaki sposób potrafili  zapanowac nad tak gigantycznym przedsiewzieciem zostanie ich wielka tajemnica...

Oprócz wspomnianej Kasi i Arka zagrali ze mnąa  Andrzej Korycki, Michal Panczyszyn,  Ryszard Muzaj, a w chórkach dzielnie pomagal sam Jurek Porebski. Wymieniona kolekcja artystów to oczywiscie legendarne "Stare Dzwony", tyle ze bez Marka Siurawskiego, który tego akurat dnia  byl "zapowiadaczem" i prowadzil koncert. Mozliwosc wystapienia na jednej scenie z cala polska czolówka  szantowa, to przeciez nie lada gratka nawet dla stalych bywalców podobnych imprez w Polsce, a co dopiero dla kogos, kto nie byl w kraju blisko pietnascie lat...

Nigdy nie zapomne jak kilka tysiecy gardel śpiewalo ze mna "Porabane szczescie", piosenke ktorej przeciez nikt wczesniej nie znal (napisalem ja tuz przed festiwalem). Byla to fantastyczna publicznosc i najlepszy juror festiwalu - nie ujmujac oczywiscie nic tym, którzy z racji swojej fachowosci oceniali nas jako oficjalne jury... 

Najtrudniejszy, ale i zarazem najprzyjemniejszy "egzamin" jaki przyszlo mi zdac, mial miejsce w przyjemnym hoteliku "Zamek",  gdzie po jednym z nocnych koncertow poproszono mnie o  prywatny reczital dla samych "Starych Dzwonów" i licznego grona ich przyjaciól.

Teraz wiem, ze takie  klimaty mozna znalezc tylko w Polsce, ale czemu akurat w Polsce?  Co powoduje, ze piosenka zeglarska ma takie powodzenie w kraju nad Wisla?

A moze to poziom polskich zespolów i wykonawców ma cos z tym wspolnego...?   hmm... cos w tym jest, bo takich kapel jak te, które slyszalem w czasie koncertów nie znajdziesz chyba nigdzie indziej na swiecie.  Bardzo wysoko cenie sobie wyróznienie i nagrode festiwalu, ktora otrzymalem z rak wieloletniego prezesa PZZ Pana Stanislawa Tolwińskiego.  Byl to lot czteroosobowa "Wilga" nad moimi rodzinnymi Mazurami, ktorych nie widzialem przeciez tyle lat...

Wierze, ze nie byla to moja ostatnia wizyta w Gizycku; a kto wie, moze trafie jeszcze na inne festiwale w Polsce.  Póki co, zapraszam  do zagladania na internetowe witryny naszych klubów i festiwali szantowych po tej stronie Atlantyku. Byc moze "Zimowe Szantowanie" w Hamilton, "Knaga" w Toronto, czy tez "Shanties - Chicago" okaza sie tak atrakcyjne, ze moze kiedys i Wy do nas przyjedziecie, czego Wam i sobie zyczy

Krzysztof Malinowski
kmalinowski@hotmail.com

Polecam strone: http://www.shanties-chicago.com

Od webmastera: A ja polecam jeszcze strone: http://szanty.art.pl 

Wystep naszego Arka Wlizlo   Ekipa, ktora reprezentowala nas w Gizycku. Od lewej: Krzysiek, Kasia i Arek   Stare Dzwony   ...i raz jeszcze Stare Dzwony, ale tym razem jako akompaniament.   Proby przed sobotnim koncertem. Od lewej Krzysztof Malinowski, Kasia Malinowska, Andrzej Korycki i Michal Panczyszyn.   Krzysiek, Andrzej i Michal, a na tapecie PORABANE SZCZESCIE   tez Stare Dzwony...

Na scenie festiwalowej autor powyzszych refleksji    Nie mielismy tam latwo, taka bowiem porcje piwa przygotowywali nam organizatorzy na kazdy wieczor.   tu niewiadomo kto z kim chcial miec zdjecie: Stare Dzwony z Malinowskimi, czy odwrotnie?   ...a ktoz to jest miedzy Arkiem i Krzyskiem? Skads go znamy, tylko skad???  Ach, to przeciez Jurek Porebski chcial miec koniecznie zdjecie z naszymi artystami.   Za chwile Wilga Stanislawa Tolwinskiego poszybuje nad Mazurami z rodzinka Malinowskich na pokladzie.

 

Autorami zaprezentowanych tu zdjec jest m.in. klan Malinowskich czyli Iwona, Krzysztof i Kasia. Zagadka jest kto zrobil zdjecie Arkowi i Wildze. (Niech sie nie boi... niech sie przyzna...)

Powrot do "Szantowe Klimaty"